28 lipca 2021

Św. Józef - Mąż Bożego zawierzenia ....

Św. Józef - Mąż Bożego zawierzenia

Jeśli pierwszym etapem prawdziwego wewnętrznego uzdrowienia jest przyjęcie własnej historii, to znaczy uczynienie w sobie miejsca także na to, czego nie wybraliśmy w naszym życiu, musimy dodać jeszcze jedną ważną cechę: twórczą odwagę. Ujawnia się ona szczególnie wtedy, gdy napotykamy na trudności. W obliczu trudności można bowiem zatrzymać się i zejść z pola walki, lub jakoś coś wymyślić. (….)  Szczególnie w życiu św. Józefa jest ważne zrozumienie jego historii życia, gdyż tak mało mamy o nim danych w Ewangelii, że właściwie bez sięgnięcia po wiarygodne źródła spoza Biblii niewiele o nim wiemy. Wiele wiadomości o życiu Maryi i Józefa „przynosi” nam Protoewangelia Jakuba z ok. 150 r. – warto ją przeczytać. Jednak mamy również inną pomoc w postaci wizji mistycznych błogosławionych lub świętych kościoła. Np. – co wiemy o dzieciństwie Józefa, właściwie nic. Czytając książkę: Życie Maryi – dowiedziałem się wiele o Jej dzieciństwie, ale również i św. Józefa i bez tego nieraz jest trudno zrozumieć teksty ewangeliczne, którymi dysponujemy. Wiemy, że Józef urodził się w rodzinie pochodzącej z rodu Dawida i czytamy w książce Życie Maryi: Józef urodził się w pobliżu Betlejem jako trzeci z sześciu braci. Jego rodzice byli zamożni i mieszkali w obszernym dwupiętrowym wiejskim domu. Na dziedzińcu domu szumiała fontanna, a otaczały go urocze strumienie, ale w sposób świadomy i dobrowolny rezygnuje z kariery jaką mógłby zrobić należąc do tej rodziny, a poświęca swoje życiu służbie Panu Bogu. Dowiadujemy się, że gdy ma lat 12 ślubuje czystość (jest to wiek, w którym chłopcy w judaizmie „dochodzili” do dojrzałości). Tytuł 5 podrozdziału brzmi Ojciec z twórczą odwagą, ja dałbym bardziej - Mąż bożego zawierzenia, gdyż pragnieniem Józefa było służyć Panu Bogu w samotności i ubóstwie.

Papież pisze: Wiele razy, czytając „Ewangelie dzieciństwa”, zastanawiamy się, dlaczego Bóg nie zadziałał bezpośrednio i wyraźnie. Ale Bóg interweniuje poprzez wydarzenia i ludzi. Józef jest człowiekiem, przez którego Bóg troszczy się o początki historii odkupienia. (…) To wolą Boga jest aby Józef objął swoją opiekę nad młodą i delikatną Maryją, która wychowywana w świątyni ok. 14 roku życia gdy „staje się” kobietą „musi” opuścić to miejsce i tak Jej miłą służbę w świątyni.

O zaślubinach Najświętszej Panny ze świętym Józefem w Mieście Bożym bł. Mari z Agredy:

Gdy Najświętsza Maryja Panna kończyła 14 rok swego życia. Pan objawił Jej w widzeniu swoją wolę, aby poślubiła męża; jednocześnie zapewnił Ją, że w tym nowym dla siebie stanie zachowa nie naruszony swój ślub panieństwa. Równocześnie Bóg oświecił arcykapłana Symeona i nakazał mu, aby czynił przygotowania do zaślubin Maryi. W tym celu wyznaczono dzień, w którym mieli się zgromadzić wszyscy bezżenni mężczyźni z rodu Dawidowego, znajdujący się wówczas w Jerozolimie; był to właśnie dzień, w którym nasza Królowa miała ukończyć czternasty rok życia. Ponieważ trzeba było powiadomić o tym postanowieniu Maryję i uzyskać od Niej zgodę, więc Symeon kazał przywołać Ją przed siebie i oznajmił Jej, że wraz z kapłanami uważa za wskazane, aby przed opuszczeniem świątyni otrzymała oblubieńca.

Najmędrsza Dziewica dała mu w największej pokorze następującą odpowiedź: ,,Na ile jest to zależne od mojej woli, to życzyłam sobie zatrzymać na zawsze dziewictwo i poświęcić się służbie Bogu w tej świątyni, jako podziękowanie za te wielkie dobrodziejstwa, których tu doznałam. Nigdy nie myślałam o zamążpójściu, nie pragnęłam tego, ponieważ uważam siebie za niezdolną do spełnienia obowiązków związanych ze stanem małżeńskim. Takie jest moje życzenie; jednak ty, o panie, który zastępujesz Boga, wskażesz mi, co wedle Jego świętej woli ma się spełnić w przyszłości."

Arcykapłan odrzekł na to: ,,Moja córko, Pan przyjmie Twoje święte pragnienia; zważ jednak, że wśród córek izraelskich nie ma ani jednej, która by uciekać miała przed stanem małżeńskim w czasach, kiedy oczekujemy przyjścia Mesjasza. Dlatego każdą, która w narodzie naszym pozostawi dzieci, nazywają błogosławioną i szczęśliwą. I w stanie małżeńskim możesz służyć Bogu prawdziwie i doskonale. Będziemy się modlili i błagali Boga, aby Jego ręka wyznaczyła równego Tobie oblubieńca z rodu Dawida; niech będzie to ten, który najbardziej podoba się Jego Boskiej woli. Módl się i Ty gorąco, aby Bóg spojrzał na Ciebie a nami kierował w naszych zamysłach."

Działo się to dziewięć dni przed chwilą wyznaczoną na ostateczne rozstrzygnięcie i wykonanie powziętego postanowienia. W owym czasie Najświętsza Panna wzmogła modlitwy do Boga i nieustannie błagała Go wśród łez i westchnień, aby spełniła się Jego święta wola. Jednego z owych dziewięciu dni ukazał się Jej Pan i rzekł: „Oblubienico moja i Gołąbko, rozwesel serce Twoje i nie zasmucaj go troskami i niepokojem! Słyszę Twoje westchnienia i prośby i uczynię wszystko tak jak trzeba, a światłość moja pokieruje postanowieniem kapłana. Własną ręką wyznaczę Twego oblubieńca, który nie tylko nie będzie Ci przeszkadzał w spełnieniu Twych świętych pragnień, ale dzięki mojej łasce będzie Cię w tym wspomagał. Wyszukam Ci według mego serca męża doskonałego i wybiorę go ze sług moich. Moc moja jest nieograniczona, a nie zabraknie Ci mej opieki i pomocy." (Bł. Maria z Agredy – Mistyczne Miasto Boże).

Ten etap życia św. Józefa porównałbym trochę do naszego powołania zakonnego – Józef w swojej głowie miał już ułożone pobożne życie w czystości w służbie Panu Bogu i tu wkroczył Pan, który mówi Józefie, nie tak będzie w twoim życiu. Wielu z nas miało już plany na swoje życie w młodości – przypomnijmy sobie jak bardzo je nam Pan „poprzewracał”. 

Papież pisze dalej: Jest on prawdziwym „cudem”, dzięki któremu Bóg ocala Dziecię i Jego Matkę. Bóg działa ufając w twórczą odwagę tego człowieka, który przybywając do Betlejem i nie znajdując miejsca, gdzie Maryja mogłaby porodzić, przystosowuje stajnię i urządza tak, aby stała się jak najbardziej gościnnym miejscem dla przychodzącego na świat Syna Bożego (por. Łk 2, 6-7). To prawda, ale zanim to się stało, winniśmy zatrzymać się na drugim wydarzeniu, które szczególnie zadecydowało o dalszej części życia św. Rodziny.

Św. Józef postanawia opuścić Maryję.

Mijał piąty miesiąc od chwili, w której Królowa niebios poczęła Syna Bożego, gdy najczystszy Jej oblubieniec Józef spostrzegł jej stan i począł się nad tym zastanawiać; powoli doszedł w tym względzie do zupełnej pewności. Rozum jego nie mógł zaprzeczać oczom. Wtedy boleść niewysłowiona zraniła serce tego męża Bożego i przeniknęła go na wskroś; nie mógł znaleźć nic takiego, co można by przeciwstawić gwałtowności powodów, które sprawiały mu tyle boleści i nieustannie wciskały się mu do serca. Pierwszym z tych powodów była najczystsza, nader czuła i prawdziwa miłość, z jaką kochał swoją wierną oblubienicę. Od samego początku ofiarował Jej całkowicie swoje serce. Pełne miłości życie z Nią i niezrównana świętość Królowej niebios wzmacniały tylko ten węzeł i skłaniały jego serce do poświęcenia się Jej służbie. Ponieważ Maryja była tak doskonała w skromności i pokorze, św. Józef odczuwał — obok pełnej czci troskliwości w służeniu Jej — także i to naturalne życzenie, aby oblubienica odpłacała mu wzajemną miłością. Tym większa była teraz jego boleść. Najdotkliwszą jednak przyczyną bólu tego świętego oblubieńca była obawa, że jeżeli Maryi będzie można udowodnić dopuszczenie się grzechu, to według przepisu prawa będzie musiał Ją oddać na ukamienowanie. Wszystkie te rozważania jak ostre żelazo raniły serce świętego Józefa, który nie umiał znaleźć innego uspokojenia jak tylko niewzruszone przekonanie o niewinności swej oblubienicy. Ponieważ jednak wszystkie oznaki przemawiały za prawdziwością jego spostrzeżeń i nie umiał znaleźć żadnego ich wytłumaczenia, więc nie śmiał powierzyć komukolwiek swego bolesnego zmartwienia i cierpiał śmiertelnie. Pragnąc znaleźć ulgę św. Józef zwrócił się do tronu Bożego w następującej modlitwie: „Najwyższy, odwieczny Panie i Boże, znasz moje pragnienia i westchnienia. Gwałtowne burze rozszalały się nade mną; przez moje zmysły wdarły się do mego serca i zraniły je. Spokojnie ofiarowałem to serce mej oblubienicy, którą wybrałeś. Uwierzyłem w Jej wielką świątobliwość, jednak to, co widzę, wywołuje u mnie niepokój i obawę, że zawiodła moje oczekiwania. Nikt, kto Ją znał, nie może powątpiewać o Jej obyczajności i cnocie, nie mogę jednak zaprzeczyć, że jest matką. Byłoby zuchwałością z mej strony, gdybym wobec Jej czystości i świętości miał Ją posądzić o to, że złamała wiarę i obraziła Ciebie; nie można jednak zaprzeczać temu, co widzą oczy. Gwałtowność mojego cierpienia może mnie przyprawić o śmierć, jeżeli w tej sprawie nie chodzi o jakąś nieznaną mi tajemnicę. Dlatego z boleścią rozdartego serca wołam do ciebie, Boże Abrahama, Izaaka i Jakuba. Przyjmij moje łzy, jako miłą Ci ofiarę; jeżeli moje grzechy spowodowały Twój sprawiedliwy gniew, to przez Twoją dobroć i litość spojrzyj na moje katusze! Nie posądzam Maryi, że Cię obraziła; nie przychodzi mi jednak na myśl żadna tajemnica, której mógłbym być godny. Oświeć mój rozum i moje serce światłem Boskim, abym poznał i spełnił to, co jest Ci najmilsze".

Długo modlił się ten święty, nie doznał jednak żadnej pociechy. Dusza jego wprawdzie zawsze zgadzała się z wolą Bożą, jednak słabe ciało do tego stopnia odczuwało cierpienie, że Józef nie umiał zaradzić swemu smutkowi. Czuł, że opuszczają go siły, słabł i chudł coraz bardziej, a ciężkie zmartwienie odbijało się na jego twarzy. Cierpiał samotnie, nie zwierzając się nikomu i nie starając się ulżyć ciężarowi serca, tak jak to zwykli czynić inni ludzie; wskutek tego cierpienie jego powiększało się i stawało się coraz bardziej dotkliwe. Nie mniejsza była boleść przeszywająca serce Najświętszej Maryi Panny; wspaniałomyślność Jej najszlachetniejszego serca była większa od wspaniałomyślności Józefa. Dlatego ukrywała własne cierpienie i okazywała tylko troskę, jaką sprawiało Jej cierpienie oblubieńca. Postanowiła służyć mu jeszcze gorliwiej i pielęgnować jego zdrowie. Ponieważ jednak zawsze czyniła wszystko z największą mądrością i doskonałością, dlatego nie wyjawiała tajemnicy, nie otrzymawszy takiego polecenia. Chociaż była to jedyna droga do uspokojenia Józefa, nie czyniła tego, aby zachować cześć i nieskazitelność wobec tajemnicy niebieskiego Króla. Czyniła natomiast wszystko, co mogła, aby ulżyć cierpieniom Józefa; prosiła go, aby nie odmawiał sobie odpoczynku, albowiem należy dbać o zdrowie, by móc nadal pracować na chwałę Bożą.

Święty Józef rozmyślał nad cnotą i rozsądkiem Najświętszej Panny, odczuwał świętą skuteczność Jej słów i Jej obecności. Dlatego zadawał sobie pytanie: ,,Czy jest możliwe, aby niewiasta tak cnotliwa, w której łaska Boża objawia się tak wyraźnie, miała mi sprawić tyle smutku? Jakże pogodzić Jej mądrość i świętość z tymi widocznymi objawami sprzeniewierzenia się Bogu i mnie, który Ją miłuję z całego serca? Jeżeli Ją oddalę, albo sam od Niej odejdę, to utracę całą moją pociechę, mój dom i mój spokój. Będąc daleko od Niej, jakie inne dobro znajdę, które by się mogło z Nią równać? Jaką znajdę pociechę, skoro mi tej zabraknie? Cóż mam czynić w mym położeniu? Mniejszym złem będzie, gdy porzucę ten dom i pójdę sobie".

Najświętsza Panna, która wiedziała o wszystkim, co działo się w sercu Jej oblubieńca, bolała bardzo nad tym, że chce Ją opuścić. Uważała, że musi temu zapobiec i usilnie prosiła Pana o pomoc. Zwróciła się, zatem do swego Boskiego Syna i modliła się do Niego z wielką serdecznością: „Panie, i najwyższe Dobro mej duszy! Jeżeli zezwolisz, to chociaż jestem tylko prochem i popiołem wyjawię w Twej królewskiej obecności moje westchnienia, które powinny Ci być znane.

Nie wolno mi, o mój Panie, zaniedbywać troskliwości o mego oblubieńca, którego mi dałeś. Widzę, jak bardzo jest zasmucony przez rozporządzenie Twej Opatrzności i byłoby dowodem braku serca, gdybym go w tym smutku miała pozostawić bez pociechy. Jeżeli znalazłam łaskę w Twoich oczach, odwieczny Panie i Boże, to przez miłość, która spowodowała żeś zstąpił do łona Twej służebnicy, aby odkupić ludzi, błagam Cię —pociesz Twego sługę Józefa i przygotuj go, aby się także przyczynił do spełnienia Twych wielkich dziel. Twoja służebnica nie może przecież obejść się bez oblubieńca, który ją otacza swą opieką i czuwa nad jej bezpieczeństwem. Nie dopuszczaj, Boże mój i Panie, aby miał spełnić swe postanowienie i opuścić mnie".

Najwyższy odpowiedział na tę prośbę: „Moja Przyjaciółko, niebawem pocieszę mego sługę Józefa. Przez anioła wyjawię mu tajemnicę, której jeszcze nie zna; potem będziesz mogła otwarcie mówić z nim o wszystkim. Napełnię go duchem moim i uczynię zdolnym do wykonania tego wszystkiego, co będzie miał do spełnienia przy tej tajemnicy. Będzie Ci we wszystkim pomocny".

Ta obietnica Pańska wzmocniła i pocieszyła Najświętszą Pannę. W głębokiej pokorze dziękowała Panu za to, że urządził wszystko z tak cudowną mądrością i przezornością; ta wielka Pani zrozumiała, jak wielkim błogosławieństwem dla Józefa był jego smutek, który przygotował jego duszę do tych wielkich spraw, jakie miały być mu powierzone.

Święty Józef w tym czasie rozważał w duszy wszystkie wątpliwości i spędził dwa miesiące w ciężkim smutku i niepokoju. Załamany swym ciężkim położeniem rzekł do siebie: „Nie znajdę na moje cierpienie lepszego lekarstwa, niż odejście stąd. Przyznaję, że moja oblubienica jest doskonalą. Wszystko, co w Niej widzę, przemawia za Jej świętością; jest jednak matką i nie mogę zrozumieć tej tajemnicy. Dlatego odejdę i poddam się Opatrzności Boga, który mną kieruje".

Postanowił odejść następnej nocy, przygotował szaty na podróż i włożył do małego węzełka. Odebrał też trochę pieniędzy, które winni mu byli ludzie za wykonane prace. Tak się przygotowawszy, zamierzał odejść o północy. Wszedł do swej izby, aby pomodlić się w intencji tego, co zamierzał uczynić. Modlił się, więc: „Najwyższy, odwieczny Boże naszych ojców Abrahama, Izaaka i Jakuba, jedyna i prawdziwa Opieko ubogich i dotkniętych smutkiem, znane Ci jest zmartwienie mego serca. Wiesz także, o Panie, że nie jestem winny tej mojej boleści. Wiesz również, jaki wstyd i niebezpieczeństwo grozi mi na skutek stanu mej oblubienicy. Dlatego postanowiłem wybrać mniejsze zło i odejść tam, gdzie mnie nikt nie zna. Oddając się Twej Opatrzności, pragnę swoje życie skończyć na pustyni. Mój odwieczny Panie i Boże, nie opuszczaj mnie; bowiem nie pragnę niczego więcej, jak tylko służyć ku Twej większej chwale!".

Podczas gdy Józef spał przekonany, że obudzi się na czas i o północy wyjdzie z domu, Najświętsza Panna oczekiwała pomocy i błagała w pokornych modlitwach o ratunek. Wiedziała, że skoro smutek i cierpienie Jej oblubieńca sięgnęły zenitu, to zbliżył się czas zmiłowania i pociechy Bożej. Najwyższy posłał Archanioła Gabriela, aby podczas snu objawił św. Józefowi tajemnicę Macierzyństwa jego oblubienicy Maryi. Archanioł udał się do św. Józefa i przemówił do niego „we śnie", jak pisze o tym św. Mateusz. Oznajmił mu całą tajemnicę Wcielenia Syna Bożego i rzekł do niego: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów".

Kiedy św. Józef obudził się, posiadał doskonałą znajomość objawionej mu tajemnicy; wiedział teraz, że jego oblubienica jest prawdziwą Matką Boską. Wahając się pomiędzy radością z tego niespodziewanego szczęścia a nowym cierpieniem, jakie odczuwał na skutek swojego zachowania, padł na ziemię i w pełnym pokory niepokoju, wypełniony równocześnie obawą i radością, czynił heroiczne akty pokory i wdzięczności. Podziękował Panu za to, że objawił mu tajemnicę i wyniósł go na oblubieńca Tej, którą wybrał sobie na Matkę; Józef nie czuł się godny być nawet Jej niewolnikiem. Poprzez to poznanie i akty cnót dusza św. Józefa nabrała jasności, spokoju i zdolności do przyjmowania nowych objawień Ducha Świętego. Zwątpienie i niepokój, jakie przeżył, nauczyły go głębokiej pokory, która była mu potrzebna dla wykonania najwznioślejszych wyroków Boskich. Wspomnienie tych wydarzeń posłużyło mu za naukę na całe życie. Odprawiwszy modlitwę, począł ten święty mąż czynić sobie wyrzuty i mówił sam do siebie: ,,O moja niebiańska Oblubienico, którą Pan wybrał sobie na mieszkanie, na Matkę, jakże ja, niegodny niewolnik, mogłem ośmielić się powątpiewać o Twojej wierności? Jakże ja, nędzny proch i popiół, mogłem przyjmować posługi Królowej nieba i ziemi, Pani wszystkich stworzeń? Dlaczego nie całowałem miejsca, którego dotykały Twoje stopy? Dlaczego nie starałem się jedynie o to, aby służyć Ci na kolanach? Jakże będę śmiał podnieść na Ciebie oczy, przebywać w Twoim towarzystwie, mówić z Tobą? Odwieczny Panie i Boże, dodaj mi łaski i siły, abym Ją prosił o przebaczenie; porusz Jej serce, aby się zmiłowała nade mną, swoim niewolnikiem, i nie wzgardziła mną, jak na to zasłużyłem".

Nauka Najświętszej Królowej niebios skierowana do czcigodnej Marii z Agredy.

„Moja córko, wysokie i wzniosłe są myśli i zamiary Pana. Jego miłościwa i cudowna Opatrzność czuwa nad duszami swych przyjaciół i wybrańców. Gdyby ludzie rozumieli, z jak pełną miłości troskliwością ten Ojciec miłosierdzia prowadzi ich i kieruje nimi w smutkach i pociechach, to nie kłopotaliby się tak bardzo o siebie; nie oddawaliby się tak uciążliwym, niepotrzebnym a nawet niebezpiecznym troskom, jakimi się obarczają. Oddaliby się spokojnie nieskończonej mądrości i dobroci Boga, który z ojcowską łagodnością troszczyłby się o wszystkie ich myśli, słowa, uczynki i o to wszystko, co służy ich Zbawieniu. Powinnaś znad tę prawdę. Musisz dobrze zrozumieć, że już od dawien dawna Pan posiada swoich wybrańców, którzy żyć mają w rozmaitych czasach; niepokonaną mocą swej nieskończonej mądrości i miłości przygotowuje dla nich wszystkie dobra, które im służą do zbawienia, aby ostatecznie doszli do celu, który im przeznaczył. Dlatego właśnie tak ważne jest dla rozumnych istot, aby pozwoliły się prowadzić ręce Pańskiej i poddały się całkowicie Boskim rozporządzeniom; albowiem ludzie śmiertelni nie znają ani celu, ani dróg do niego prowadzących.

W swej nieświadomości, są oni niezdolni do powzięcia samodzielnego wyboru bez popadnięcia w zuchwałość albo narażania się na wielkie niebezpieczeństwo wiecznego potępienia. Jeżeli natomiast całym sercem oddadzą się Opatrzności Bożej, uznają Boga, jako swego Ojca, a siebie samych za Jego dzieci, wówczas Bóg stanie się ich Opiekunem, Pomocnikiem i Przewodnikiem; pragnie On pokazać niebu i ziemi, że Jego wolą i Jego rzeczą jest prowadzić swoje dzieci i kierować wszystkim, którzy Mu zaufają.

Pisze papież: Józef odkłada na bok swoje rozumowanie, aby uczynić miejsce dla tego, co się dzieje, choć może mu się to zdawać tajemnicze, akceptuje, bierze za to odpowiedzialność i godzi się ze swoją historią. Jeśli nie pogodzimy się z naszą historią, nie będziemy w stanie uczynić żadnego następnego kroku, ponieważ zawsze pozostaniemy zakładnikami naszych oczekiwań i wynikających z nich rozczarowań.

Czytając powierzchownie te opisy, zawsze odnosimy wrażenie, że świat jest na łasce silnych i możnych, ale „dobra nowina” Ewangelii polega na ukazaniu, iż pomimo despotyzmu i przemocy władców ziemskich, Bóg zawsze znajduje sposób, by zrealizować swój plan zbawienia. Także nasze życie czasem zdaje się być zdane na łaskę silnych, ale Ewangelia mówi nam, że Bóg zawsze potrafi ocalić to, co się liczy, pod warunkiem, że użyjemy tej samej twórczej odwagi, co cieśla z Nazaretu, który potrafi przekształcić problem w szansę, pokładając zawsze ufność w Opatrzności.

 Opracował: o. Zdzisław Świniarski SSCC

Nowe galerie

więcej zdjęć

Kontakt

57-320 Polanica Zdrój - Sokołówka ul. Reymonta 1
+48 787 650 505

© 2015 Klasztor Chrystusa Króla

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
143 0.07155704498291