Trzecie objawienie
W czasie czerwcowego objawienia Matki Bożej zgromadziło się w Cova pięćdziesiąt osób. To one sprawiły, że wiadomość o objawieniach rozniosła się niemal po całym kraju. Z powodu narastającego rozgłosu proboszcz parafii był nieprzychylnie usposobiony do dzieci. Gdy matka wzięła Łucję do księdza na rozmowę, dziewczynka usłyszała, że zdarzenia w dolinie mogą być sprawą diabła. Ta wiadomość spowodowała, że Łucja spędziła całą noc wypełnioną koszmarnymi snami. Obudziła się rano przerażona i postanowiła, że 13 lipca nie pójdzie na spotkanie z Piękną Panią. Jednak w ostatniej chwili jakaś wewnętrzna siła odmieniła jej decyzję i tuż przed wyznaczonym na spotkanie czasem cała trójka znalazła się pod dębem. W drodze do Cova da Iria zadawano dzieciom mnóstwo pytań na temat objawień i zasypywano je tysiącami próśb, które miały przedstawić Maryi. Tłum pielgrzymów odmawiających wspólnie różaniec powiększył się do około trzech tysięcy osób.
Przed rozpoczęciem objawienia słońce pociemniało i dało się odczuć miły, łagodny powiew. Niektórzy z obecnych zauważyli niewielki szary obłoczek zawieszony nad dębem, na którym pojawiała się Piękna Pani. Inni natomiast słyszeli dźwięk, jakby delikatne brzęczenie. Owe zjawiska pomogły wierzyć zgromadzonym ludziom, że dzieci naprawdę przeżywały nadprzyrodzone doświadczenie.
Niebo przecięła błyskawica i pojawiła się Matka Najświętsza. Tak jak i przy poprzednich objawieniach Franciszek widział Maryję, ale jej nie słyszał. Tylko dziewczynki widziały Ją i słyszały.
Łucja zapytała:
- Czego Pani ode mnie żąda?
- Chcę, żebyście przyszły tutaj trzynastego dnia przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiały różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej dla uproszenia pokoju na świecie i w intencji zakończenia wojny, bo tylko Ona może te łaski dla ludzi uzyskać.
- Chciałabym prosić, aby Pani nam powiedziała kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani naprawdę ukazuje.
- Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc. W październiku powiem, kim jestem i czego chcę. Uczynię też cud, aby wszyscy uwierzyli.
Następnie Łucja przekazała Matce Bożej kilka próśb. Maryja powiedziała, że, aby te łaski otrzymać, trzeba odmawiać różaniec. Dodała też:
- Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i na zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
Przy ostatnich słowach Piękna Pani rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich objawieniach, promień światła zdawał się przenikać ziemię i dzieci zobaczyły piekło. Później Łucja dokładnie opisała to, co dzieci wówczas widziały... W tym samym objawieniu, najbogatszym w treści i konsekwencje, Matka Boża mówiła o swoim Niepokalanym Sercu, dawała pewne obietnice i ostrzeżenia wypływające z Matczynego Serca przepełnionego miłością do swoich dzieci.
Wizja piekła i Niepokalanego Serca Maryi stanowią dwie pierwsze części tajemnicy fatimskiej. Obie te części przez wielcy lat nie były ujawniane, a trzecia część została złożona w Archiwum Watykańskich (obecnie już została ujawniona).
Wizji piekła, jaką pokazała Maryja dzieciom całkowicie zmieniła ich zachowanie. Ich dotychczasowe zabawy zeszły na dalszy plan. Mali pastuszkowie coraz bardziej uświadamiali sobie otrzymaną od nieba misję. Wspomnienia cierpień, jakie zobaczyli, pobudzały ich serca do duchowej przemiany. Po ujawnieniu dzieciom tej tajemnicy Matka Boża prosiła ich: „Kiedy odmawiacie różaniec, po każdym dziesiątki, modlitwy różańcowej mówcie: «O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.
Po tych słowach nastała chwila ciszy, a potem Łucja zapytała:
- Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?
- Nie, dzisiaj nie...
I jak zwykle. Piękna Pani zaczęła unosić się w górę w stronę wschodu, aż zniknęła w nieskończonej odległości firmamentu.

Czwarte objawienie
W okresie Objawień rząd Portugalii pozostawały pod silnym wpływem organizacji masońskich. Prowadzono świadomą wojnę z Kościołem i z religią. Kiedy o objawieniach w Fatimie zaczęło być w kraju coraz głośniej, władze uznały, że wydarzenia z Cova da Iria mogą zniweczyć wysiłki mające na celu laicyzację Portugalii. Dla władz Fatima stała się wielkim zagrożeniem.
Burmistrzem okręgu Vila Nova de Ourem, do którego należała Fatima, w tym czasie był Artur de Oliveira Santos. Był on jednocześnie członkiem Sądu Najwyższego i przez długi czas aktywnie działał w masonerii. Mając w ręku znaczącą władzę, uknuł spisek przeciwko fatimskim wydarzeniom, szczególnie trójce małych dzieci. Burmistrz polecił rodzicom pastuszków, aby stawili się u niego wraz z dziećmi w dniu 11 sierpnia. Manuel Marto poszedł jednak sam i oświadczył stanowczo, że taka podróż jest zbyt męcząca dla jego dzieci: Franciszka i Hiacynty. Łucja pojechała na osiołku w towarzystwie swojego ojca. Droga była wyboista i mała dziewczynka spadała kilkakrotnie ze zwierzęcia. Chociaż burmistrz używał różnych sposobów, to jednak ani prośbami, ani groźbami nic nie osiągnął.
13 sierpnia w dzień oczekiwanego następnego Objawienia, burmistrz przyjechał do Fatimy. Najpierw udał się do proboszcza, a następnie do Aljustrel, aby się spotkać z rodzicami dzieci.
W Aljustrel oznajmił, że bardzo chciałby się udać osobiście na miejsce objawień.
- Zabiorę dzieci moim samochodem...
Jak święty Tomasz póki nie zobaczę, nie uwierzę!
Pomimo odmowy dzieci, on stanowczo nalegał. Do rodziców powiedział, iż najpierw wstąpią do domu proboszcza w Fatimie. Tam Ksiądz zadał Łucji parę pytań, jednak dziewczynka z całą stanowczością stwierdziła, że nie przyznaje się do żadnego kłamstwa.
- Jeżeli kłamcy idą do piekła, ja tam na pewno nie pójdę, ponieważ wszystko, co mówiłam, jest prawdą. Jeżeli chodzi o ludzi, którzy zdążają do Cova, to idą tam, ponieważ sami chcą iść, my ich do niczego nie namawiamy.
- Czy to prawda, że Pani przekazała wam jakąś tajemnicę?
- Tak to prawda, ale nie mogę niczego powiedzieć. Jeżeli ksiądz pragnie o tym wiedzieć, zapytam Piękną Panią i jeżeli Ona pozwoli, to księdzu powiem.
Burmistrz dodał: To są sprawy nadprzyrodzone. Idziemy!
Wstał, wyszedł z pokoju i zmusił dzieci, aby powtórnie wsiadły do samochodu. Zależało mu jednak, by rodzice tego me zauważyli, gdyż burmistrz, zamiast udać się w kierunku Cova, skręcił w drogę prowadzącą do Vila Nova de Ourem. Sprawca porwania przykrył dzieci płachtą, aby nie były widoczne W międzyczasie przybyli pielgrzymi (było ich około 6 tysięcy) do Cova oczekiwali wizjonerów. Wiadomość o ich uwięzieniu wywołała wzburzenie i uczucia gniewu skierowane na osobę burmistrza i niesłusznie przeciwko proboszczowi, którego podejrzewano o pomoc w porwaniu.
"Rozgniewany tłum umilkł, kiedy nagle rozległ się grzmot i niebo rozświetliła błyskawica. Wielu ludzi zobaczyło mały obłoczek nad dębem, który jednak szybko zniknął. Matka Boża wiedziała, że dzieci nie przyjdą na spotkanie, nie pozostawiła jednak zgromadzonych pątników i przybyła, ukazując im znak widoczny podczas poprzednich objawień.
W Ourem dzieci zostały zamknięte w pokoju i zagrożono im, iż nie zostaną wypuszczone, dopóki nie ujawnią tajemnicy. Używano różnych sposobów, aby zmusić je do mówienia lecz bezskutecznie. W celi więziennej nawet straszono ich smażeniem w oleju, ale nic to nie dało.
Ze względu na więzienie dzieci sierpniowe objawienie nastąpiło później i miało miejsce 19 sierpnia w Valinhos, blisko Aljustrel. Łucja i tu zapytała jak wcześniej:
- Czego Pani sobie życzy ode mnie?
- Chcę, abyście nadal przychodziły do Cova da Ina trzynastego dnia miesiąca i odmawiały codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.
- Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?
- Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacynta i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopców. Pieniądze, które ludzie ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Bożej Różańcowej, zaś reszta na budowę kaplicy, jaka ma tutaj powstać.
- Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych.
- Tak, niektórych uleczę w ciągu roku. Módlcie, módlcie się wiele i czyńcie ofiary, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, gdyż nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.

Piąte objawienie
Uwięzienie dzieci przyniosło odwrotne skutki do zamierzonych, których nie przewidzieli prześladowcy Kościoła. Ponieważ portugalska prasa pisała o wydarzeniach z dnia 13 sierpnia, w skutek czego we wrześniu do Cova przybyły tysiące pielgrzymów oraz ciekawskich. Fala ludzi ciągnęła nieprzerwanie w kierunku Fatimy.
W tym dniu w Fatimie było obecnych kilku alumnów seminarium duchownego. Wśród nich był pewien kleryk Galamba de Oliveira, który w późniejszym czasie odegrał istotną rolę w fatimskich wydarzeniach. Tak opisuje ów niezwykły dzień:
„Ziemia pokryta była krzewami, rosło na niej kilka niewielkich drzewek i - miejscowym zwyczajem - dzieliły ją kamienne murki, które wytyczały własnościowe granice lub powstawały w sposób naturalny przy oczyszczaniu gruntu. Aby lepiej wszystko widzieć, weszliśmy na jeden z nich, znajdujący się dokładnie pomiędzy miejscem objawienia a dzisiejszym usytuowaniem kościoła. W dole widzieliśmy zebranych wokół groty ludzi. Małych pastuszków nie było prawie widać. Na początku niczego właściwie nie zauważyłem i dopiero po zakończeniu objawienia spojrzałem w niebo. Nie pamiętam już, czy to nastąpiło samorzutnie, czy też było wynikiem czyjejś uwagi, dosyć na tym, że spojrzałem do góry i zobaczyłem jakby świetlisty globus unoszący się nad ziemią. Przesunął się on jeszcze trochę ku zachodowi, po czym znów oderwał się od horyzontu i skierował ku słońcu.
Byliśmy ogromnie poruszeni. Modliliśmy się żarliwie. Zjawisko to dostrzegali wszyscy oprócz jednego kolegi także teraz księdza. W momencie, kiedy usiłowałem mu je pokazać, sam straciłem świetlista kulkę z oczu. Wówczas on ze łzami w oczach powiedział: «Dlaczego ja nie mogłem tego cudu zobaczyć? Albo przedtem albo potem, ale na pewno tego samego dnia, widzieliśmy - co prawda też nie wszyscy - jakby spadające płatki róży lub śnieg. Nie mogliśmy ich dotknąć, bo zanim spadły na ziemię, znikały. Nic innego nie dostrzegłem, ale to wystarczyło, abyśmy nabrali przekonania, że całe zajście było Bożą sprawą. Wyczuwaliśmy to intuicyjnie".
Maria dos Anijos, siostra Łucji, także była obecna w Cova 13 września, w udzielonym później wywiadzie dała podobne świadectwo. Mówiła o maleńkiej gwiazdce, która nadpłynęła od wschodu i pozostała na chwilę ponad drzewkiem oraz wspomniała o opadających kwiatach, które niknęły jak płatki śniegu. We wrześniowym objawieniu Maryja powiedziała do dzieci: „Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, żeby uprosić koniec wojny. W październiku przybędzie również Pan Jezus, Matka Boża Bolesna i z góry Karmel, św. Józef z Dzieciątkiem. Przybędą, żeby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych serc i ofiar, ale nie chce, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie. Noście go tylko w ciągu dnia."

Szóste objawienie
Przez sześć miesięcy informacje o Fatimskich Objawieniach podawane przez gazety rozeszły się po całej Portugalii. Ludzie dowiedzieli się także o zapowiedzianym cudzie. Wiadomości te przeraziły matkę Łucji, która nie wierzyła, aby jakikolwiek cud mógł się wydarzyć, była natomiast pewna, że dzieci zostaną zabite przez zawiedziony ludzi.
Z tego powodu, dzień przed zapowiedzianym cudem, pani Santos zaproponowała Łucji, aby obie poszły do spowiedzi, argumentując, że jeżeli nie będzie żadnego cudu ludzie nas zabiją.
Mamo, jeżeli chcesz iść do spowiedzi, ja też mogę pójść, ale nie z tego powodu, jaki podajesz. Nie boję się, aby nas zabili”. Jestem całkowicie pewna, że Piękna Pani dotrzyma jutro swojej obietnicy.
13 października 1917 r. w Cova da Iria zgromadziło się około 70 tysięcy ludzi. Ani brak reakcji duchowieństwa, ani groźby władz świeckich, ani daleka droga, nie powstrzymała ludzi od przybycia do miejsca wyznaczonego przez Maryję. W ostatniej chwili matka Łucji zadecydowała: „Idę i ja. Jeżeli moja córka ma zginąć, niech i ja zginę z nią razem”.
Padał ulewny deszcz, wszędzie były kałuże i błoto. Dzieci z trudem torowały sobie drogę wśród tłumu. Podobnie jak i poprzedniego miesiąca, rozgrywały się wokół wzruszające sceny. Nawet błoto nie przeszkadzało ludziom klękać i w pokornej postawie błagać pastuszków o wstawiennictwo u Matki Najświętszej. Kiedy wizjonerzy przybyli do skalnego dębu, Łucja pod wpływem wewnętrznego natchnienia poprosiła ludzi o zamknięcie parasoli i o odmówienie różańca. Niedługo potem dzieci zobaczyły światło i Maryja ukazała się na dębie.
- Czego Pani ode mnie żąda? - jak zwykle rozpoczęła rozmowę Łucja.
- Chcę, aby zbudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Bożą Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu.
- Miałam Panią prosić o wiele rzeczy. O uzdrowienie kilku chorych, o nawrócenie grzeszników...
- Jednych uzdrowię, innych nie. Muszą się poprawić. Niech proszą Boga o przebaczenie swoich grzechów. Ze smutnym wyrazem twarzy Matka Najświętsza dodała:
- Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony.
I wtedy właśnie rozchyliła Maryja ręce promieniejące w blasku słonecznym. Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się wyraźnie od słońca. Wspominając to wydarzenie, Łucja napisała później:
„Oto powód, dlaczego zawołałam, aby ludzie spojrzeli na słońce. Nie było moim zamiarem zwrócenie uwagi pielgrzymów w tym kierunku, gdyż nie zdawałam sobie sprawy z ich obecności. Zrobiłam to jedynie pod wpływem wewnętrznego impulsu, który mnie do tego zmusił. Kiedy Nasza Pani zniknęła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Matkę Bożą w bieli oraz w niebieskim płaszczu. Zdawało się że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża. Krótko potem ta wizja zniknęła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską."
Chmury rozstąpiły się, a na niebie ukazało się wspaniałe słońce. Wyglądało ono jak srebrny dysk. Można było na nie bez trudu patrzeć, bo zupełnie nie raziło swym blaskiem. Wyglądało jak śnieżna kula obracająca się wokół własnej osi. Potem słońce oderwało się od nieba i zygzakami zaczęło spadać na ziemię. Czasami słońce otaczały krwistoczerwone promienie, to znowu miało ono aureolę żółtą lub purpurową. Wydawało się, że wiruje z ogromną szybkością, że oderwie się od nieboskłonu i runie na ziemię, spalając ją swoimi promieniami.
Ludzie sądzili, że zbliża się koniec świata, padli na kolana i błagali Boga o wybaczenie grzechów. Ci, którzy przybyli, aby ośmieszyć objawienia i żeby - jak mówili - „położyć kres tej farsie rozgrywającej się w Cova da Iria", uwierzyli. Matka Boża uczyniła zapowiedziany cud „aby inni też mogli uwierzyć".
o. Zdzisław Świniarski SSCC