10 lutego 2017

JUBILEUSZOWY ROK OBJAWIEŃ FATIMSKICH

 

       Cova da Iria – po polsku Dolina Pokoju – to w tym miejscu położonym nieopodal Fatimy 13 maja 1917 roku Piękna Pani z Nieba kieruje do Hiacynty, Franciszka i Łucji niezwykłe słowa: „Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię!" Te słowa są o tyle znaczące, że zostały wypowiedziane w nadzwyczajnych okolicznościach – w czasie trwania dookoła I wojny światowej. A Piękna Pani - Posłaniec Boży objawia się w Dolinie Pokoju, aby zwiastować wykrwawionemu światu POKÓJ – dar najcenniejszy w takich okolicznościach. Znamienne jest, że Jej objawienia zostały poprzedzone przez Anioła, który również zwraca się do dzieci w słowach: -„Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju! Módlcie się ze mną". 
Tak rozpoczynają się Objawienia Fatimskie, które trwają od 13 maja do 13 października 1917 roku. 13 każdego dnia miesiąca Maryja, bo to Ona jest tą Piękną Panią z Nieba, objawia się trójce małych niepiśmiennych dzieci. Tą trójką dzieci są siedmioletnia Hiacynta, ośmioletni Franciszek i dziesięcioletnia Łucja. Choć dla ścisłości historycznej trzeba powiedzieć, przynajmniej w mojej opinii, że Objawienia zaczęły się na wiosnę 1916 roku gdy wspomnianym dzieciom objawił się trzykrotnie Anioł Pokoju i przygotowywał ich serca na spotkanie z Maryją.

Rok 2017 to 100 rocznica Objawień Fatimskich. Jest to jednocześnie dobra okazja i sposobność, aby te Objawienia lepiej sobie przybliżyć i starać się „wprowadzać” przesłanie Maryi w swoje codzienne życie. W najbliższym czasie będę Wam drodzy czytelnicy na swoim profilu przybliżał to niezwykłe wydarzenie, które miało miejsce 100 lat temu w Fatimie, ale które stale jest aktualne. Źródłem zrozumienia Objawień Fatimskich są wspomnienia Łucji, która rozmawiała z Maryją, ale która została również wybrana przez Jezusa do tego aby: „Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Kto je przyjmuje, temu obiecuje zbawienie dla ozdoby Jego tronu". Jednocześnie jest ona tą, która żyje najdłużej i jest jedynym świadkiem późniejszych Objawień (dzień 13 października 1917 roku nie jest końcem Objawień Fatimskich) jako zakonnica.

Hiacynta i Franciszek zgodnie z zapowiedzią Maryi wypowiedzianą na prośbę Łucji: „Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba", „zostaną wzięte do Nieba” w młodym wieku. „Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo”.

Cova da Iria - to miejsce, w którym zstąpiła Matka Najświętsza i przekazała dzieciom swoje orędzie do ludzi, które jest aktualne po dziś dzień. Jest to jednocześnie miejsce, do którego przybywają miliony pielgrzymów z całego świata. Również Polacy bardzo chętnie pielgrzymują do Fatimy, tego oddalonego on naszej Ojczyzny miejsca, które wybrała sobie Matka Boża, które leży na szczycie wzniesienia Serra de Aire, w samym centrum Portugalii. Aby lepiej zro­zumieć sens tamtych wydarzeń, musimy poznać treść orędzia Matki Bożej i jego okoliczności.

Zanim do dzieci przybyła z nieba sama Najświętsza Maryja Panna, pastuszkom trzykrotnie objawił się Anioł. Łucja nigdy nie potrafiła dokładnie określić daty objawień Anioła. Mówiła, że pierwsze objawienie na wzgórzu Loca do Cabeco musiało mieć miejsce wiosną, drugie objawienie nastąpiło w środku lala, ostat­nie zaś jesienią, około października w 1916 roku.

Objawienia Anioła miały ogromny wpływ na dzieci, które od tego czasu zupełnie zmieniły swoje postępowanie i długie godziny spędzały na klęczkach przed Najświętszym Sakramentem, z głowami nisko pochylonymi, odmawiając modlitwy, jakich nauczył je Anioł. Składały ofiary i czyniły akty umartwienia, w ten sposób odpowiadając na prośby Anioła i błagały o nawrócenie biednych grzeszników. Przemiana ich serc zapoczątkowana przez Anioła, była ważna nie tylko dla nich. Z dzisiejszej perspektywy możemy powiedzieć, że to wszystko wpływało również na losy całego świata. Hiacynta, najmłodsze dziecko w gronie błogosławionych kościoła, która nie umarła jako męczennica, często jest nazywana „gwiazdą Fatimy" i miała szczególną rolę rozpowszechnienia orędzia fatimskiego. Czyniła to zarówno w czasie swojego krótkiego życia, jak i czyni po śmierci.

Każde z sześciu objawień Matki Bożej trwało stosunkowo krót­ko. Mimo małej ilości słów wypowiedzianych przez Maryję, fatimskie orędzie jest tak bardzo bo­gate, że dzisiaj w 100 rocznicę Objawień nie wystarczyło czasu na dokładne zgłębienie i zrozumienie zawartych w nim treści. Żeby lepiej zrozumieć to niezwykłe wydarzenie z historii kościoła i świata, zapoznajmy się z historią wydarzeń w Cova da Iria z 1917 r.

 

 

Pierwsze objawienie

      Rok 1917 to czas szalejącej dookoła pierwszej wojny świato­wej i napiętej atmosfery politycznej w narodzie portu­galskim. Władzę sprawują ludzie prowadzący walkę z kościołem, pragnący z serc ludzkich „wyrzucić” wiarę w Boga w tradycyjnym katolickim społeczeństwie Portugali. Wojna sprowadza cierpienia kobiet: żon, matek i całych rodziny tych, którzy walczyli i ginęli na froncie. Dzień 13 maja 1917 r. był słoneczną, pogodną niedzielą. Łucja, Franciszek i Hiacynta poszli po Mszy świętej z owcami do kotliny Cova da Iria. Godziny spędzone na pastwisku były czasem pracy, ale również zabawy i rozmów. Dzieci nie wykony­wały tam żadnej ciężkiej pracy, tylko pasły owce.

Dzień był piękny. Na niebie nie było ani jednej chmurki, gdy nagle na nieskazitelnym błękicie ukazała się jasna błyskawica. W tej części Portugalii burze są dosyć częste i przychodzą zazwy­czaj nagle i nieoczekiwanie. Ponieważ zwykle Łucja wydawała po­lecenia, więc i tym razem właśnie ona nakazała pastuszkom zgonić owce i ruszać do domu. Dzieci szybko pognały stado w dół zbocza. Kiedy były w połowie stoku, niebo przeszyła następna błyskawica. Wtedy, kilka kroków poniżej zobaczyli Piękną Panią stojącą na małym dębie. Postać była cała w bieli i błyszczała światłem mocniejszym i jaśniejszym niż promienie jaskrawego słońca, które prześwietlają kryształowy kielich napełniony wodą. Zasko­czone dzieci zatrzymały się. Stały tak blisko, że znalazły się w obrębie światła, rozlewającego się wokół postaci Matki Bożej. I wtedy usłyszały słowa:

- Nie bójcie się. Nic złego wam nie zrobię.

- Skąd Pani jest? - zapytała Łucja.

- Jestem z nieba.

- Czego Pani od nas żąda?

- Przyszłam prosić, abyście tu przychodziły przez sześć ko­lejnych miesięcy, trzynastego dnia każdego miesiąca o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz.    

- Czyja także pójdę do nieba?

-Tak.

- A Hiacynta?

-Tez.

- A Franciszek?

- Także, ale musi odmówić jeszcze wiele różańców.

Łucja przypomniała sobie dwie dziewczynki, swoje koleżan­ki, które niedawno umarły, a które za życia często bywały u niej w domu. Spytała więc:

- Czy Maria das Neves jest już w niebie?

-Tak, jest.

-A Amelia?

- Zostanie w czyśćcu aż do końca świata.

Następnie Fatimska Pani zapytała:

- Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cier­pienia, które On wam ześle, jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany, i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?

- Tak, chcemy - odpowiedziały dzieci.

- Będziecie więc musiały wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą.

Wymawiając ostatnie słowa, że „łaska Boża będzie waszą si­łą", Matka Najświętsza rozłożyła ręce i przekazała wizjonerom światło, które spłynęło z Jej  dłoni.  Dotarło ono do wnętrza dzieci i - jak Łucja potem powiedziała - w tym świetle pastuszkowie zobaczyli się wyraźniej niż w najdoskonalszym zwierciadle. Siłą tego światła sprawiła, że dzieci padły na kolana i zaczęły wielbić. Boga słowami: „Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię. Mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie".

Po chwili „Droga Pani" - jak dzieci często nazywały Maryję - powiedziała: „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uprosić pokój dla świata i zakończenie wojny".

Po tych słowach zaczęła unosić się w kierunku wschodnim, by za moment zniknąć w nieskończonej odległości.

Ukazanie się Matki Bożej nie wzbudziło w dzieciach żadnych lęków czy obaw. Ich uczucia były zupełnie inne od tych, jakie wywołały w nich objawienia anioła. Tym razem dzieci były pełne radości i niezwykle ożywione. Łucja, która była najstarsza, czuła się odpowiedzialna za zacho­wanie tajemnicy o tym przedziwnym spotkaniu i nakazała docho­wanie sekretu. Jednak najmłodsza Hiacynta nie potrafiła zachować milczenia. Przepełniała ją tak ogromna radość, że nie wytrzymała i podzieliła się swoim szczęściem w domu. Kiedy do matki Łucji doszły wiadomości o spotkaniu dzieci z dziwną Zjawą, zareago­wała bardzo surowo. Od razu posądziła córkę o kłamstwo. Z tą chwilą skończyło się dla Łucji szczęśliwe dzieciństwo i rozpoczął się czas cierpienia przepowiedziany przez Fatimską Panią.

 

 

 

Drugie objawienie

      Następne spotkanie z dziećmi przypadało na uroczystość św. Antoniego, patrona fa­timskiej parafii (chodzi o św. Antoniego Padewskiego, który urodził się w Lizbonie i jest czczony w całej Portugalii). Był to dzień parafialnego odpustu, na któ­rym zgromadzili się wszyscy mieszkańcy wioski.

Matka Łucji, wiedząc jak córka bardzo lubiła odpust, miała nadzieję, że dziewczynka za­pomni o zdarzeniu w Cova da Iria i pójdzie uczestniczyć w para­fialnym święcie.

Ognie sztuczne i fajerwerki były zapowiedzią wielu atrakcyj­nych zabaw i wzywały do wzięcia w nich udziału. Pomimo tych atrakcji Łucja, Franciszek i Hiacynta opuścili o odpowiedniej porze to miejsce radości, aby udać się na wyznaczone spotkanie. Zostawili rodzeństwo, rówieśników i pobiegli do Cova da Iria. Wieść o objawieniach rozniosła się już po okolicy i tego dnia w dolinie zgromadziło się około pięćdziesięciu osób. Matka Najświętsza pojawiła się zgodnie z daną obietnicą. Łucja znów zapytała, po­dobnie jak 13 maja:

- Czego Pani sobie ode mnie życzy!

- Chcę, żebyście przyszły tutaj trzynastego dnia przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiały różaniec i nauczyły się czytać. Następnie wam powiem, czego chcę.

 Łucja poprosiła o uzdrowienie kilku osób, na co usłyszała od­powiedź:

- Jeżeli się nawrócą, wyzdrowieją w ciągu roku.

- Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba.

- Tak. Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Pan Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca.

- Sama tu zostanę? - zaniepokoiła się Łucja.

- Nie, moja córko. Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga.

Potem Maryja otworzyła dłonie, z których spłynęło światło. W nim dzieci ujrzały siebie tak, jak gdyby były pogrążone w Bo­gu. Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w części światła, któ­re wznosiło się do nieba, natomiast Łucję otaczały promienie spływające w dół. Przed prawą dłonią Maryi dzieci zobaczy serce, w które były wbite ciernie. Dzieci zrozumiały, że jest to Niepokalane Serce Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości żą­dające zadośćuczynienia.

 

 

Trzecie objawienie

      W czasie czerwcowego objawienia Matki Bożej zgromadziło się w Cova pięćdziesiąt osób. To one sprawiły, że wiadomość o objawieniach rozniosła się niemal po całym kraju. Z powodu narastającego rozgłosu proboszcz parafii był nieprzychylnie usposobiony do dzieci. Gdy matka wzięła Łucję do księdza na rozmowę, dziewczynka usłyszała, że zdarze­nia w dolinie mogą być sprawą diabła. Ta wiadomość spowodowała, że Łucja spędziła całą noc wypełnioną koszmarnymi snami. Obudziła się rano przera­żona i postanowiła, że 13 lipca nie pójdzie na spotkanie z Pięk­ną Panią. Jednak w ostatniej chwili jakaś wewnętrzna siła odmie­niła jej decyzję i tuż przed wyznaczonym na spotkanie czasem cała trójka znalazła się pod dębem. W drodze do Cova da Iria zadawano dzieciom mnóstwo pytań na temat objawień i zasypywano je tysiącami próśb, które miały przedstawić Maryi. Tłum pielgrzymów odmawiających wspólnie różaniec powiększył się do około trzech tysięcy osób.

Przed rozpoczęciem objawienia słońce pociemniało i dało się odczuć miły, łagodny powiew. Niektórzy z obecnych zauważyli niewielki szary obłoczek zawieszony nad dębem, na którym pojawiała się Piękna Pani. Inni natomiast słyszeli dźwięk, jakby delikatne brzęczenie. Owe zjawiska pomogły wierzyć zgromadzonym ludziom, że dzieci naprawdę przeży­wały nadprzyrodzone doświadczenie.

Niebo przecięła błyskawica i pojawiła się Matka Najświętsza. Tak jak i przy poprzednich objawieniach Franciszek widział Ma­ryję, ale jej nie słyszał. Tylko dziewczynki widziały Ją i słyszały.

Łucja zapytała:

- Czego Pani ode mnie żąda?

- Chcę, żebyście przyszły tutaj trzynastego dnia przyszłego miesiąca, żebyście nadal codziennie odmawiały różaniec na cześć Matki Boskiej Różańcowej dla uproszenia pokoju na świecie i w intencji zakończenia wojny, bo tylko Ona może te łaski dla ludzi uzyskać.

- Chciałabym prosić, aby Pani nam powiedziała kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani napraw­dę ukazuje.

- Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc. W paź­dzierniku powiem, kim jestem i czego chcę. Uczynię też cud, aby wszyscy uwierzyli.

Następnie Łucja przekazała Matce Bożej kilka próśb. Maryja powiedziała, że, aby te łaski otrzymać, trzeba odmawiać róża­niec. Dodała też:

- Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często, zwłaszcza gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Cie­bie, za nawrócenie grzeszników i na zadośćuczynienie za grze­chy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

Przy ostatnich słowach Piękna Pani rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich objawieniach, promień światła zdawał się przenikać ziemię i dzieci zobaczyły piekło. Później Łucja do­kładnie opisała to, co dzieci wówczas widziały... W tym samym objawieniu, najbogatszym w treści i konsekwencje, Matka Boża mówiła o swoim Niepokalanym Sercu, dawała pewne obietnice i ostrzeżenia wypływające z Matczynego Serca przepełnionego miłością do swoich dzieci.

Wizja piekła i Niepokalanego Serca Maryi stanowią dwie pierwsze części tajemnicy fatimskiej. Obie te części przez wielcy lat nie były ujawniane, a trzecia część została złożona w Archiwum Watykańskich (obecnie już została ujawniona).

Wizji piekła, jaką pokazała Maryja dzieciom całkowicie zmieniła ich zachowanie. Ich dotychczasowe zabawy zeszły na dalszy plan. Mali pastuszkowie coraz bardziej uświadamiali sobie otrzymaną od nieba misję. Wspomnienia cierpień, jakie zobaczyli, pobudzały ich serca do du­chowej przemiany.  Po ujawnieniu dzieciom tej tajemnicy Matka Boża prosiła ich: „Kiedy odmawiacie różaniec, po każdym dziesiątki, modlitwy różańcowej mówcie: «O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.

Po tych słowach nastała chwila ciszy, a potem Łucja zapytała:

- Pani nie życzy sobie ode mnie niczego więcej?

- Nie, dzisiaj nie...

I jak zwykle. Piękna Pani zaczęła unosić się w górę w stronę wschodu, aż zniknęła w nieskończonej odległości firmamentu.

 

 

 

Czwarte objawienie

      W okresie Objawień rząd Portugalii pozostawały pod silnym wpływem organizacji masońskich. Prowadzono świadomą wojnę z Kościołem i z religią. Kiedy o objawieniach w Fatimie zaczęło być w kraju coraz głośniej, władze uznały, że wydarzenia z Cova da Iria mogą zniweczyć wysiłki mające na celu laicyzację Portugalii. Dla władz Fatima stała się wielkim zagrożeniem.

Burmistrzem okręgu Vila Nova de Ourem, do którego należała Fatima, w tym czasie był Artur de Oliveira Santos. Był on jednocześnie członkiem Sądu Najwyższego i przez długi czas aktywnie działał w masonerii. Mając w ręku znaczącą władzę, uknuł spisek przeciwko fatimskim wydarzeniom, szczególnie trójce małych dzieci. Burmistrz polecił rodzicom pastuszków, aby stawili się u nie­go wraz z dziećmi w dniu 11 sierpnia. Manuel Marto poszedł jednak sam i oświadczył stanowczo, że taka podróż jest zbyt męcząca dla jego dzieci: Franciszka i Hiacynty. Łucja pojechała na osiołku w towarzystwie swojego ojca. Droga była wyboista i mała dziewczynka spadała kilkakrotnie ze zwierzęcia. Chociaż burmistrz używał różnych sposobów, to jednak ani prośbami, ani groźbami nic nie osiągnął.

13 sierpnia w dzień oczekiwanego następnego Objawienia, burmistrz przyjechał do Fatimy. Najpierw udał się do proboszcza, a następnie do Aljustrel, aby się spotkać z rodzicami dzieci.

W Aljustrel oznajmił, że bardzo chciałby się udać osobiście na miejsce objawień.

- Zabiorę dzieci moim samochodem...

Jak święty Tomasz póki nie zobaczę, nie uwierzę!

Pomimo odmowy dzieci, on stanowczo nalegał. Do rodziców powiedział, iż najpierw wstąpią do domu proboszcza w Fatimie. Tam Ksiądz zadał Łucji parę pytań, jednak dziewczynka z całą stanowczością stwierdziła, że nie przyznaje się do żadnego kłamstwa.

- Jeżeli kłamcy idą do piekła, ja tam na pewno nie pójdę, po­nieważ wszystko, co mówiłam, jest prawdą. Jeżeli chodzi o lu­dzi, którzy zdążają do Cova, to idą tam, ponieważ sami chcą iść, my ich do niczego nie namawiamy.

- Czy to prawda, że Pani przekazała wam jakąś tajemnicę?

- Tak to prawda, ale nie mogę niczego powiedzieć. Jeżeli ksiądz pragnie o tym wiedzieć, zapytam Piękną Panią i jeżeli Ona pozwoli, to księdzu powiem.

Burmistrz dodał: To są sprawy nadprzyrodzone. Idziemy!

Wstał, wyszedł z pokoju i zmusił dzieci, aby powtórnie wsiadły do samochodu. Zależało mu jednak, by rodzice tego me zauważyli, gdyż burmistrz, zamiast udać się w kierunku Cova, skręcił w drogę prowadzącą do Vila Nova de Ourem. Sprawca porwania przykrył dzieci płachtą, aby nie były widocz­ne W międzyczasie przybyli pielgrzymi (było ich około 6 tysięcy) do Cova oczekiwali wizjonerów. Wiadomość o ich uwięzieniu wywołała wzburzenie i uczucia gniewu skierowane na osobę burmistrza i niesłusznie przeciwko proboszczowi, któ­rego podejrzewano o pomoc w porwaniu.

"Rozgniewany tłum umilkł, kiedy nagle rozległ się grzmot i niebo rozświetliła błyskawica. Wielu ludzi zobaczyło mały ob­łoczek nad dębem, który jednak szybko zniknął. Matka Boża wiedziała, że dzieci nie przyjdą na spotkanie, nie pozostawiła jednak zgromadzonych pątników i przybyła, ukazując im znak widoczny podczas poprzednich objawień.

W Ourem dzieci zostały zamknięte w pokoju i zagrożono im, iż nie zostaną wypuszczone, dopóki nie ujaw­nią tajemnicy. Używano różnych sposobów, aby zmusić je do mówienia lecz bezskutecznie. W celi więziennej nawet straszono ich smażeniem w oleju, ale nic to nie dało.

Ze względu na więzienie dzieci sierpniowe objawienie nastąpiło później i miało miejsce 19 sierpnia w Valinhos, blisko Aljustrel. Łucja i tu zapytała jak wcześniej:

- Czego Pani sobie życzy ode mnie?

- Chcę, abyście nadal przychodziły do Cova da Ina trzynaste­go dnia miesiąca i odmawiały codziennie różaniec. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.

- Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?

- Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacynta i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopców. Pieniądze, które ludzie ofia­rują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Bożej Ró­żańcowej, zaś reszta na budowę kaplicy, jaka ma tutaj powstać.

- Chciałam prosić o uleczenie kilku chorych.

- Tak, niektórych uleczę w ciągu roku. Módlcie, módlcie się wiele i czyńcie ofiary, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, gdyż nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.

 

                                   

                                         Piąte objawienie                                                                       

      Uwięzienie dzieci przyniosło odwrotne skutki do zamierzonych, których nie przewidzieli prześladowcy Kościoła. Ponieważ por­tugalska prasa pisała o wydarzeniach z dnia 13 sierpnia, w skutek czego we wrześniu do Cova przybyły tysiące pielgrzymów oraz ciekawskich. Fala ludzi ciągnęła nieprzerwanie w kierunku Fatimy.

W tym dniu w Fatimie było obecnych kilku alumnów seminarium duchownego. Wśród nich był pewien kleryk Galamba de Oliveira, który w późniejszym czasie odegrał istotną rolę w fatimskich wydarzeniach.  Tak opisuje ów niezwykły dzień:

„Ziemia pokryta była krzewami, rosło na niej kilka niewiel­kich drzewek i - miejscowym zwyczajem - dzieliły ją kamienne murki, które wytyczały własnościowe granice lub powstawały w sposób naturalny przy oczyszczaniu gruntu. Aby lepiej wszystko widzieć, weszliśmy na jeden z nich, znajdujący się do­kładnie pomiędzy miejscem objawienia a dzisiejszym usytuowaniem kościoła. W dole widzieliśmy zebranych wokół groty ludzi. Małych pastuszków nie było prawie widać. Na początku niczego właściwie nie zauważyłem i dopiero po zakończeniu objawienia spojrzałem w niebo. Nie pamiętam już, czy to nastąpiło samo­rzutnie, czy też było wynikiem czyjejś uwagi, dosyć na tym, że spojrzałem do góry i zobaczyłem jakby świetlisty globus unoszący się nad ziemią. Przesunął się on jeszcze trochę ku zachodowi, po czym znów oderwał się od horyzontu i skierował ku słońcu.

Byliśmy ogromnie poruszeni. Modliliśmy się żarliwie. Zjawisko to dostrzegali wszyscy oprócz jednego kolegi także teraz księdza. W momencie, kiedy usiłowałem mu je pokazać, sam straciłem świetlista kulkę z oczu. Wówczas on ze łzami w oczach po­wiedział: «Dlaczego ja nie mogłem tego cudu zobaczyć? Albo przedtem albo potem, ale na pewno tego samego dnia, widzieli­śmy - co prawda też nie wszyscy - jakby spadające płatki róży lub śnieg. Nie mogliśmy ich dotknąć, bo zanim spadły na ziemię, znikały. Nic innego nie dostrzegłem, ale to wystarczyło, abyśmy nabrali przekonania, że całe zajście było Bożą sprawą. Wyczu­waliśmy to intuicyjnie".

Maria dos Anijos, siostra Łucji, także była obecna w Cova 13 września, w udzielonym później wywiadzie dała podobne świadectwo. Mówiła o maleńkiej gwiazdce, która nadpłynęła od wschodu i pozostała na chwilę ponad drzewkiem oraz wspo­mniała o opadających kwiatach, które niknęły jak płatki śniegu. We wrześniowym objawieniu Maryja powiedziała do dzieci: „Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, żeby uprosić koniec wojny. W październiku przybędzie również Pan Jezus, Matka Boża Bolesna i z góry Karmel, św. Józef z Dzieciątkiem. Przybę­dą, żeby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych serc i ofiar, ale nie chce, żebyście w łóżku miały sznur pokutny na sobie. Noście go tylko w ciągu dnia."

 

Szóste objawienie

      Przez sześć miesięcy informacje o Fatimskich Objawieniach podawane przez gazety rozeszły się po całej Portugalii. Ludzie dowiedzieli się także o zapowiedzianym cudzie. Wiadomości te przeraziły matkę Łucji, która nie wierzyła, aby jakikolwiek cud mógł się wyda­rzyć, była natomiast pewna, że dzieci zostaną zabite przez zawiedziony ludzi.

Z tego powodu, dzień przed zapowiedzianym cudem, pani Santos zaproponowała Łucji, aby obie poszły do spowiedzi, argumentując, że jeżeli nie będzie żadnego cudu ludzie nas zabiją.

Mamo, jeżeli chcesz iść do spowiedzi, ja też mogę pójść, ale nie z tego powodu, jaki podajesz. Nie boję się, aby nas zabili”. Jestem całkowicie pewna, że Piękna Pani dotrzyma jutro swojej obietnicy.

13 października 1917 r. w Cova da Iria zgromadziło się około 70 tysięcy ludzi. Ani brak reakcji duchowieństwa, ani groźby władz świeckich, ani daleka droga, nie powstrzymała ludzi od przybycia do miejsca wyznaczonego przez Maryję. W ostatniej chwili matka Łucji zadecydowała: „Idę i ja. Jeżeli moja córka ma zginąć, niech i ja zginę z nią razem”.

Padał ulewny deszcz, wszędzie były kałuże i błoto. Dzieci z trudem torowały sobie drogę wśród tłumu. Podobnie jak i po­przedniego miesiąca, rozgrywały się wokół wzruszające sceny. Nawet błoto nie przeszkadzało ludziom klękać i w pokornej po­stawie błagać pastuszków o wstawiennictwo u Matki Najświęt­szej. Kiedy wizjonerzy przybyli do skalnego dębu, Łucja pod wpływem wewnętrznego natchnienia poprosiła ludzi o zamknię­cie parasoli i o odmówienie różańca. Niedługo potem dzieci zo­baczyły światło i Maryja ukazała się na dębie.

- Czego Pani ode mnie żąda? - jak zwykle rozpoczęła rozmowę Łucja.

- Chcę, aby zbudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Bożą Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu.

- Miałam Panią prosić o wiele rzeczy. O uzdrowienie kilku chorych, o nawrócenie grzeszników...                          

- Jednych uzdrowię, innych nie. Muszą się poprawić. Niech proszą Boga o przebaczenie swoich grzechów. Ze smutnym wyrazem twarzy Matka Najświętsza dodała:

- Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony.

I wtedy właśnie rozchyliła Maryja ręce promieniejące w bla­sku słonecznym. Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się wyraźnie od słońca. Wspominając to wydarzenie, Łucja napisała później:

„Oto powód, dlaczego zawołałam, aby ludzie spojrzeli na słońce. Nie było moim zamiarem zwrócenie uwagi pielgrzymów w tym kierunku, gdyż nie zdawałam sobie sprawy z ich obecności. Zrobiłam to jedynie pod wpływem wewnętrznego impulsu, który mnie do tego zmusił. Kiedy Nasza Pani zniknęła w nie­skończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Matkę Bożą w bieli oraz w niebieskim płaszczu. Zdawało się że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża. Krótko potem ta wizja zniknęła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jeszcze widziałam Matkę Bo­ską Karmelitańską."

Chmury rozstąpiły się, a na niebie ukazało się wspaniałe słoń­ce. Wyglądało ono jak srebrny dysk. Można było na nie bez tru­du patrzeć, bo zupełnie nie raziło swym blaskiem. Wyglądało jak śnieżna kula obracająca się wokół własnej osi. Potem słońce ode­rwało się od nieba i zygzakami zaczęło spadać na ziemię.  Czasami słońce otaczały krwistoczerwone promienie, to zno­wu miało ono aureolę żółtą lub purpurową. Wydawało się, że wi­ruje z ogromną szybkością, że oderwie się od nieboskłonu i runie na ziemię, spalając ją swoimi promieniami.

Ludzie sądzili, że zbliża się koniec świata, padli na kolana i błagali Boga o wybaczenie grzechów. Ci, którzy przybyli, aby ośmieszyć objawienia i żeby - jak mówili - „położyć kres tej far­sie rozgrywającej się w Cova da Iria", uwierzyli. Matka Boża uczyniła zapowiedziany cud „aby inni też mogli uwierzyć".

o. Zdzisław Świniarski SSCC

 

 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowe galerie

więcej zdjęć

Kontakt

57-320 Polanica Zdrój - Sokołówka ul. Reymonta 1
74 868 13 17

© 2015 Klasztor Chrystusa Króla

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
129 0.13778185844421